wtorek, 2 grudnia 2014

Od Nike - CD Diablo

Co ja mam zrobić? Jestem jedyną osobą, która "rządzi" tą watahą. Nie ma drugiej Alfy. Nie ma Bet ani Gamm. Nikogo nie darzę zaufaniem na tyle, aby dać mu ważniejszą posadę. Muszę po prostu się wziąć do roboty. Przypomnieć wszystkim, że są członkami tej watahy. Że mają się w końcu obudzić.
-Dziękuję Diablo - mruknęłam. -Ale bez zaangażowania innych, moje starania pójdą na marne. Aby wataha istniała, potrzebne są wilki.
-Wilki, które się starają - dokończył z lekkim uśmiechem.
-Tylko gdzie takich znaleźć... - bąknęłam pod nosem.
<<Diablo?>>

Od Diablo - CD Nike

- Wierzę, że sobie poradzisz - spojrzałem w niewidoczny punkt - Jakby co, to mógłbym ci lekko dopomóc, trochę się na tym znam... - pomyślałem o Klejnocie. Wadera spojrzała na mnie pytająco, ale ja to zignorowałem.
- Co masz ma myśli? - spytała.
- Nic szczególnego. Powiedzmy, że jestem królem - zaśmiałem się sztucznie. Mina Nike:O.o
- Nie ważne... - dopowiedziałem szybko. Odleciałem myślami, daleko, daleko...
- Rozumiem...ale...
-...ja w ciebie wierzę - spojrzałem na nią. Cóż...ja się tak szybko nie pozbieram, a gdybym był na miejscu Nike, to już nic lepiej nie mówię...

<Nike?>

Od Nike - CD Diablo

-Próbuję się jakoś ogarnąć, podobnie jak ty - odparłam suchym tonem.
Nie no, czegoś takiego to ja się nie spodziewałam. Jak mogła zostawić to wszystko mnie? No jak? ;-; Dobra, jestem Betą... Wróć. Tak właściwie to już nią nie jestem ;-;
-Azumi... - mruknął Diablo. -Ona...
-Odeszła, bo nie dawała sobie rady - wtrąciłam, domyślając się jego pytania. -Właściwie, podjęła rozsądną decyzję... Dojrzałą.
-Czyli... Lepiej otwarcie powiedzieć, że nie daje się rady niż po prostu unikać obowiązków?
Westchnęłam ciężko.
-Tak, Diablo - powiedziałam cicho. -Ja... Ja nie wiem, czy sobie poradzę...
<<Diablo?>>

Od Diablo do Nike

Nie mogę uwierzyć. Dlaczego mi to zrobiły? Co ja im zrobiłem? Dlaczego dwie najważniejsze dla mnie osoby mnie opuściły? Czemu życie zawsze musi mi dawać kopa w d*pę? Czemu los chce mnie zmienić do reszty? Ja tak nie potrafię...Teraz już wiem, że miłość nie istnieje. Dlaczego jak kogoś pokocham, to go po jakimś czasie tracę? Dlaczego na świecie takie rzeczy są dozwolone? Teraz nie mam się co dziwić Nike, że nie chce mieć z basiorami nic wspólnego. Shinigami'ego bym udusił przy najbliższej sposobności...
Siedziałem nad jeziorem. Pomyślałem o Azumi. Czarna łza spłynęła mi po policzku. Na myśl o Maggie zacząłem cicho łkać. Dziwne...taki potwór jak ja płacze...Z 15 metrów ode mnie zauważyłem Nike...Zbieg okoliczności. Ona też nie była w dobrym nastroju. Co teraz? Porozmawiać z nią? Czekać na jej reakcję? Wybieram to pierwsze, ale jak zacząć rozmowę? Zacząłem iść w stronę wadery, która mnie najwyraźniej nie zauważyła.
- Witaj - powiedziałem cicho. Wadera spojrzała na mnie zimno.
- Cześć... - mruknęła.
- Co robisz? - spytałem próbując zatuszować ślady moich łez.

<Nike?>

Esme - Odejście

Pragnę poinformować o tym, co już zapewne niektórzy się domyślili. Oficjalnie zawieszam swoją działalność na wszystkich blogach, pozostawiając WWK w rękach Nike. Szkoła, dodatkowe zajęcia, olimpiady uniemożliwiają mi prowadzenie watahy. Dziękuję Wam za wspólnie spędzone chwile, które są dla mnie naprawdę cennymi wspomnieniami. Naszego bloga zapamiętam jako miejsce spotkań, rozmów na chacie i wspólnego pisania opowiadań.

Dziękuję Wam za wszystko
Esme

sobota, 15 listopada 2014

Od Rogue'a "Jakość, a nie ilość"

Ta nowa wataha jest całkiem fajna.Jest tu dużo wilków wszyscy są jedyni w swoim rodzaju.Uśmiechnięci,ponurzy,inteligenci i mądrzy...No więc jest tu dość zabawnie!
Właśnie spacerowałem po terenach aż natknąłem się na wodospad.
-Jaki słitaśny!-ruszyłem w tamtą stronę.Słońce świeciło jasno i wiał zimny wiatr.Nie był to idealny moment na kąpiel ale i tak szedłem dalej.Kiedy byłem już bardzo coś błysnęło u góry.Zmrużyłem oczy i przyjrzałem się.Po chwili usłyszałem wrzask tak piskliwy że się przewróciłem.
-Co do...?-ruszyłem biegiem w tamtą stronę.Wspiąłem się na śliskich kamieniach i znalazłem jaskinię za wodospadem.Ostrożnie ruszyłem w tamtą stronę.
Nagle znów usłyszałem ten krzyk.Ogłuszył mnie na chwilę.
-Co tak piszczy!?-krzyknąłem.
-Nie życzę sobie tego!-usłyszałem ten sam piskliwy głos.-Chcę moje kryształy!
Przybliżyłem się jeszcze bardziej i ujrzałem wilczycę otoczoną wilkami.Miała jasno różową sierść z kwiatem przy uchu.Jej oczy błyszczały gniewem,Moja pierwsza myśl "Porwali ją?" ale od razu ją odrzuciłem.Wilki wyglądały na bardziej przerażone niż sama wadera.Krzyczała,tupała łapami aż w końcu mnie zauważyła.
-Ty! Chodź tu do mnie.
Rozejrzałem się szukając jakiegoś wyjścia z tej sytuacji.
-O nie!-krzyknęła.-Masz tu zaraz do mnie przyjść albo będę krzyczała!
Przewróciłem oczami i ruszyłem w jej stronę.Nie chciałem żeby ogłuszyła całą watahę!
-Słucham?-spojrzałem na nią.Będę udawał baaardzo mądrego!
-Masz moje kryształy?-spojrzała na mnie z góry.
-Jakie znowu kryształy?-warknąłem.
-Takie błyszczące kamienie...-powiedział jeden z wilków.Zmierzyłem go wzrokiem i ucichł.
Nagle do jaskini wszedł kolejny basior.Miał szarą sierść i zupełnie czarne oczy.Podszedł do wadery i ukłonił się nisko.
-Moja kochana! Ja znajdę dla Ciebie te błyskotki.
-Oh! Wiem!-uśmiechnęła się.-Zrobimy zawody! Macie znaleźć dla mnie kryształy! Ten,który je przyniesie wygra i mnie poślubi!
-O nie,nie,nie! Na pewno nie!-mruknąłem i skierowałem się do wyjścia.
-Tchórzysz?-powiedział szary wilk.-Księżniczko ten tchórz nie jest Ciebie godzien!
-Tchórz?-uśmiechnąłem się.-Zgoda.
Chwilę później rozeszliśmy się i zaczęliśmy szukać kamyczków.Było to dość trudne jeśli chodzi o początek.Nie miałem żadnego pomysłu gdzie zacząć poszukiwania.Potem,gdy już je znalazłem były pokruszone lub połamane.Gdy już znalazłem takiego wielkiego różowego ruszyłem z powrotem.
-Jestem panno wieczny okr...
-JESTEM KSIĘŻNICZKO.
-Oho.On też jest-westchnąłem.
-Pokazać mi!-rozkazała.Położyłem przed nią błyszczący,różowy kamień.Mój rywal położył stosik połamanych kamyków.
-Chyba wygrałem!-krzyknął.
-Twoje błyskotki są obrzydliwe!-odfurknęła i spojrzała na skarb,które jej przyniosłem.-Ten jest uroczy!
Posłałem mu mściwy uśmiech.
-Okay to ja spadam!-krzyknąłem i ruszyłem do wyjścia.
-Zaraz,zaraz!-krzyknęła.-Teraz musisz mnie poślubić!
-Ale ja nie chcę!-mruknąłem.
-Jak to nie chcesz!? To twój obowiązek!
-No dobra.-westchnąłem.-Słuchaj idź i weź swoich sługusów na koniec świata.Tam się spotkamy i weźmiemy ślub,dobra?
-Oczywiście będę czekała kochany!-powiedziała i wraz ze świtów ruszyła przed siebie.
-No dobra to mam ją z głowy...-mruknąłem i ruszyłem do jaskini.

Od Rogue'a CD Nike

-No więc jestem Rogue! Kiedy byłem mały marzyłem żeby zostać pilotem ale moja mama...
-Nie prosiłam Cię o życiorys...Dobra nie ważne powiedz mi co ty tu robisz?
-Myślę że wychodzę na debila-uśmiechnąłem się.
-Chyba zacznę klaskać.
-No a tak na prawdę to przechodziłem.-wzruszyłem ramionami.-Nie miałem pojęcia że jest tu jakaś wataha,przepraszam.
Brew wadery powędrowała w górę.
-Masz bardzo zmienny charakter...-Samica Beta przeczesała mnie wzrokiem.-Nie wyglądasz groźnie chyba nic nie zrobisz...
-Mam się obrazić?
<Nike?